Spodziewaj się po sobie najgorszego

Autobus uciekł, następny jedzie do zajezdni, mróz wrócił, można postać bezpiecznie na przystanku i podsumować swoje tygodniowe osiągnięcia, które ktoś stojący z boku oceniłby jako druzgocące porażki. Radek obija się w pracy, właściwie markuje działania wysyłając niezliczoną ilość maili i spychając dokończenie zadań komuś innemu. Radek jest jednak lubiany, taki typowy uwodziciel społeczny, zbałamuci twoją babcię, wepchnie ci starą szafę, po którą trzeba będzie jechać na obrzeża miasta i znieść z czwartego piętra. Na koniec wmówi ci jeszcze, że to była dobra okazja.  Trudno mu się oprzeć, jeszcze trudniej go lubić. Jak możesz unikaj ludzi podobnych do Radka. Jak możesz.

Trudno podejrzewać siebie o dręczenie przyjaciół, bicie zwierząt, demolowanie mieszkania byłych czy wybijanie szyb w kościołach. A jednak.

by Roland Topor
Siedzi na przeciwko mnie Spinoza w green wayu. Dawno się nie widzieliśmy. Przez lata uprzykrzał życie sobie, mnie, moim znajomym, na tyle, że ta sieć poszkodowanych rozrastała się do rozmiarów Batumi. Ale żadne Filipinki nie śpiewały w tle, gdy wybijał szyby w mieszkaniu laski, którą kochał, nikt nie jadł chaczapuri, gdy napuścił ćpunów ze śródmieścia na przyzwoitego chłopaka, który po prostu kiedyś śmiał się z jego tłustego sadła, ostatecznie żadne mewy nie latały nad przychodnią, gdzie wypierał się ojcostwa tuż przed wejściem jego dziewczyny do ginekologa. I to jeszcze przy jej matce.
Wyjątkowo paskudny typ. Zawsze czułam się odrobinę lepsza, nawet jak kradłam w tesco orzechy nerkowca - stara metoda: wsypać do torebki na wagę, podjadać a potem zostawić foliówkę z resztką gdzieś na półce z bielizną.
Nawet jak słyszałam, jak w pracy ktoś wyzywa moją koleżankę, to nie potrafiłam zaprotestować, stojąc tuż obok. Nawet jak uderzyłam mojego chłopaka z bezsilności, bo czegoś znów nie rozumiał. Wciąż to jest kwestia wyobraźni - najgorsze przede mną. Pędziłam taksówką rano do pracy, w radiu leciał news o kobiecie, która zamordowała trójkę swoich dzieci a na koniec się powiesiła. Taksówkarz postawił taką hipotezę, że najmłodsze mogło się zadławić. Kobieta wpadła w amok i potem już tylko tragiczny ciąg zdarzeń. Winston powiedział, że w związku zaostrzeniem ustawy antyaborcyjnej chciałby podpalić jakąś parafię i widzę siebie jak przygotowuję butelki z wystającą szmatą z wiarą nomen omen na ustach.
Spinoza stwierdził, że jestem kiczowata w tym swoim humanitarnym relatywizmie, że nie ma co ludziom przesadnie współczuć ich chujowatości, że taką formę wybrali, bo ona też im daje poczucie bezpieczeństwa. Czyli że zło jako poza, która wcale nie musi być konsekwencją głupoty czy też nieszczęśliwych wypadków. Pewnie prosił mnie tym samym, żebym z tą jego przyprawioną gębą zbója - inteligenta traktowała go serio. Spinoza już nie wie niczego na pewno, wszystko to jest tylko propozycją.  Kroje ziemniaki widelcem i puszczam mu oko, śmiejąc się ni to z siebie ni to z niego.