Dostaniesz wilka

Stoję golasem w wannie, trochę skurczona. Odkręcam kurki, trochę zimnej, trochę ciepłej - leci strumień. Balansuję temperaturę, jak się zaprzyjaźnisz z baterią, to intuicyjnie już ustawiasz tak, żeby nie poparzyło pach albo nie wyziębiło nóg, chociaż one są akurat najbardziej wytrzymałe.
No i leci po włosach, ale przychodzi taki moment, że ta woda sama zaczyna o sobie decydować i ciepło drapiące się staje mimo że wciąż nie pali. Wiesz jednak, że tragedia sączy się powoli, ponieważ biorąc kąpiel w podgrzewanej wannie, nawet się nie obejrzysz, kiedy ugotujesz się na śmierć*.

Grzegorz Królikiewicz wspominał kiedyś pewnego reżysera, który siedział na zimnym kamieniu, żeby wzbudzać w sobie nieustannie uczucie niepokoju, które go twórczo pobudzało albo raczej podtrzymywało w stanie gotowości. Ale ta pobudzająca asceza ma sens nie tylko w wymiarze kreacji, bo wiadomo, że jak trochę drapie, to człowiek czujny na bodźce, na grymasy, na imponderabilia. Może wtedy wieszczyć, może ludzi uwodzić. Co jednak gdy odwygodnienie obsesją się staje? Próbuję za każdym razem ukryć pogardę dla tych, którzy nie są moją matką, a którzy wyjeżdżają na wczasy z biura podróży. Tak, po godzinach harówki czasami nie masz już sił przerobowych, żeby jeszcze koordynować śniadania na plaży, ale trudno o zrozumienie, gdy moją cnotą jest uwierająca w dupie szczotka. Niedobór w erze szalejącego konsumpcjonizmu staje się kolejną zasłoną przed pochłanianiem jeszcze więcej, tylko być może w innym miejscu.

Zatem w dobrym tonie klasy średniej niższej jest sobie odejmować, oczywiście można mieć jakiś obszar rozpierdalania kasy - pasje czy też kota na punkcie samochodu, ale jeśli masz ładne bmw combi, to wypadałoby przynajmniej mieć niewyremontowaną łazienkę albo nie bać się zjeść żarcia z podłogi. Jeśli na wakacje to pod namiot albo autostopem. Jeśli masz dobry sprzęt muzyczny, to, na boga, kupuj przynajmniej owoce na rynku, a ogórki i buraki kiś sam. Żeby w tym mieszczaństwie nie osiąść, żeby nie pogrążyć się w neoliberalnym śnie z preclem z lidla w gębie. Już nie da się ukryć, że pełen luksus i wygoda stało się swego rodzaju obciachem. Nie mówimy o dzieciach z bogatych domów próbujących udowodnić całemu światu, że mogą chlać tanie piwo w pijalkach i chodzić w ciuchach z lumpeksów (majtki i tak z droższych sieciówek, a wakacje w Tajlandii).

Jonas Bendiknsen, The Last Testament  
Na co komu ten teatrzyk?
Mój przyjaciel - jak się okazało chorobliwy wielbiciel galanterii myśliwskiej, który jak się spotykamy, szepcze mi do ucha, że ma rękawiczki z jeleniej skóry a futrzaną czapkę ściągnął z Wielkiej Brytanii. Prosi o dyskrecję. Oczywiście ma świadomość swojego zboczenia, ale ma nadzieję, że światowy proletariat na tym nie ucierpi. Przecież mieszka w zapomnianej dzielnicy (lampy uliczne się nie świecą), pali w piecu eko-groszkiem i studiuje na żałosnym wydziale. Skórzana rekompensata nie jest chyba w tych okolicznościach czymś nagannym?

Przedstawiciele lower middle class mają swoją godność i zwłaszcza jak uwikłani są w lewactwo, to wygibasy poprawności ideologicznej zmuszają do codziennych i długofalowych fikołków. Firma, która cię zatrudnia wynajmuje ci mieszkanie na osiedlu grodzonym ze strażnikiem? Przychodzą wątpliwości. Od dawna przecież trąbiłeś/trąbiłaś, że blok za murem to zamach na tkankę miejską. Cały czas tak uważasz, tylko jakby mniej. Na szczęście jeździsz tramwajami i autobusami z ludźmi (!), których się brzydzisz, którzy czasem nieco śmierdzą,  ta woń pozwala ci mieć wiecznie napięte pośladki i bezszelestną windę jednocześnie.

* M. Atwood, Opowieść podręcznej, w tłum. Zofii Uhrynowskiej-Hanasz