Płyną statki z bananami

Co chciała, to jej przywoził z rynku. Antoś na rowerze popierdalał przez śnieg, żeby zaoszczędzić 50 gr na kilogramie gruszek. Kiedy przywoził kosze warzyw, kasz czy bakalii zawsze zbierał baty, bo za drogo, bo nie od tego dostawcy. Na półkach rzędy miodów: gryczany, malinowy, lipowy, od ojczulka bernardyna, od Stefana spod Rzeszowa. No i przyszedł ten dzień, że wchłonął grzyby z bieszczadzkich łąk, to te słoiki miodów oczów dostały, czym przestraszyły Antosia nie na żarty.  Z tego wszystkiego rzuciły się w przepaść i upadły na kafelki w kuchni.  Serce Antosia zaczęło bić jak szalone: "Co teraz? Co teraz?

W rozstaniach najpiękniejsza jest migracja rzeczy, odprawianie kontenerowców z potencjalnym ładunkiem wybuchowym, od rzeczy trywialnych po naprawdę spore gabarytowo precjoza. I tak, gdy już przyjedzie transport, to po tygodniu, gdy wreszcie otworzymy te torby i wpierdolimy znów to wszystko do szafek, znajdziemy w nich: brudną bielizną, która zawieruszyła się za łóżkiem, płyty, których się nigdy nie przesłuchało, śpiwory z podróży w zaświaty, garnki od teściów. Niektóre wciąż pachną tamtym mieszkaniem czy płynem do płukania i wtedy, w zależności od radości, ulgi czy gniewu, który towarzyszył rozpadowi, płaczemy nad rzeczami, rzucamy psu na pożarcie albo wesoło pozwalamy je nosić następnemu partnerowi.

Rzeczy dzieją się same, z obserwatorem czy bez; fot. A. Gasińska
Niemniej ważna jest migracja danych: oblepione jednym obiadem laptopy, dostęp do skrzynek, portali i pościągane zdjęcia. Ślady niedawnej aktywności w postaci wyświetlających się reklam perfum albo młynku do pieprzu, który chciał/a ci kupić na święta. Jeśli nie możemy się pogodzić ze stratą, to wertujemy wiadomości, żeby złapać jakiś trop, żeby przyłapać albo utwierdzić się w przekonaniu, że to nie ma sensu.

Po zakończeniu kilkuletnich relacji pewność, ze twoje rzeczy należą do ciebie jest właściwie niepodważalna. Łącznie z kredytem na mieszkanie na osiedlu, na którym już cię nic dobrego nie spotka, poza chałką z nocnej piekarni. Gorzej z relacjami, które spłonęły przed poznaniem rodziców. Otwierasz worek z prezentami i obok znajomej bluzy odkrywasz mydło 2w1, którego nijak nie kupiłaś. 100% organic. Jak długo mieszkał tam ten szampon przede mną? Właścicielka rodowita to Kasia, Marta czy Ilona? Włożył do paczki, bo się skleiły w pamięci partnerki, czy miał już kompletnie wylane na rzeczy pomniejsze?

Trudno to porównać z sytuacją, kiedy konkubinat dorobił się psa, samochodów, pralki wziętej na wspólny kredyt, ale piła rozwodu nie z takimi materiałami sobie radzi. Do czego nie dojdziemy kompromisem, to kłótnią, graniem na sentymentach i zwykłą podłością.

Oczywiście nie da się oddać wszystkiego, dlatego jeszcze po długim czasie odkrywasz paragony, wspólne postanowienia na kartce, książki, których nigdy nie chciałeś jej zwrócić, skarpety, które utkwiły między żeberkami kaloryfera. Przychodzą nowi partnerzy i nawet nie są świadomi, jak bardzo wszystko jest oznaczone, na każdym rogu czeka palimpsest do zdarcia. Wystarczy zapytać, ale przemilczeć bezpieczniej. Patrzę, na ten ogrom badziewia i "widzę szalonych, którzy chodzili po morzu" *


* "Widzę szalonych" Tadeusz Różewicz

Popularne posty