Krótkie przestoje

Stanął w całej swojej naiwności przed jej drzwiami, licząc choćby na litościwe: "spierdalaj". Wtedy wiedziałby, że w niej wciąż się coś tli i że jeszcze można ugrać niemało, że z tej mąki będzie jeszcze chleb... I inne tego typu podobne bzdury, które ludzie wypowiadają pod nosem, mając nadzieję, że znowu ujdzie im na sucho. Za oknem jest -15° C czyli istnieje dużo prawdopodobieństwo, że własnie rozwalona na łóżku pije kakao z kubeczka i czyta nową Tokarczuk. Niestety przestrzelił. Oczekiwania znów poślizgnęły się na skórce od banana. Wszechwiedzący narrator wie, że dziewczyna właśnie siedzi w barze. Muzyka gra nutę jazzową. Jest chyba lekko nawalona, bo nie przeszkadza jej, że szef w popularnym lokalu całuję ją po szyi i bada symetrię żeber. Wódka za wódką. Na szczęście przyjeżdża po nią przyjaciel, który 10 lat temu został zatrudniony jako salowy. Zbiera ją z podłogi, przytrzymuje głowę, poprawia prześcieradło.  Dziewczyna, niech będzie Zosia, pewnie obudzi się jutro, myśląc, że znowu miała zboczone sny.

                            Cuno Amiet, Snowy Landscape (Deep winter)
Tymczasem chłopak, nazwijmy go  głupio Romuald, wciąż puka do drzwi. Odmarzły mu już dłonie, ale co to za szkoda w obliczu prawdziwego kataklizmu, jakim jest brak czułości i mieszkania przez najbliższy miesiąc. Już miał pójść na nocny, kiedy w ostatnim momencie przypomina sobie, że nie oddał jej jeszcze kluczy. Ze szczęścia spływa mu parę kropel moczu po udzie. Przekręca gerdę z wciągniętym ze stresu brzuchem. Otwiera drzwi i od razu wpada w stos brudnych butów. Wsłuchuje się w ciszę, czy przypadkiem jej nikt nie zaburza, kąpiąc się w łazience, czy krojąc pomidory. Nikogo nie ma. W przedpokoju śmierdzi wilgocią i szczynami kota, który wyszedł mu na powitanie, żeby sie otrzeć i pójść dalej. Wraz z powrotem normalnego oddechu wróciła dawna nonszalancja Romka. Podchodzi do lodówki, i jak to wcześniej miał w zwyczaju, wyjmuje z niej piwo, które zresztą sam kupił. Nie będzie więc sobie robił wyrzutów. Telewizja, papieros na balkonie, smażony bakłażan z patelni z kurczakiem, kolejne piwo - zimowa błogość. Chłopak już prawie zapomniał, jak bardzo dał ciała. Na Jedynce Rambo przemierza afgańską pustynię, a Romuald czołga się po dywanie. Już miał nalać wody do wanny, kiedy zwyczajnie siada przy muszli i zasypia snem sprawiedliwego.

Dziewczyna budzi się rano i ze smutkiem zauważa w łazience, że jej koszmar się jeszcze nie skończył. Zwłoki leżące na kafelkach układają się w jakieś arabeski, przypominające te, które przykuły jej uwagę w Kaplicy Zygmuntowskiej na Wawelu. Ledwo trzyma się na nogach, a już musi rozwiązywać jakieś zagadki kryminalne - skoro jest ciało, to mamy i zbrodnię. Bez okularów jest ślepa jak kret. Podchodzi do trupa i zaczyna go wąchać, z pewnym rozczarowaniem identyfikuje kto zacz. Romuald budzi się, jak Zośka trąca go nogą, karząc mu wstać.  Rom chce się przywitać jak najczulej, ale czka głośno. Właściwie jest już za drzwiami.