ludojady

Trudno przewidzieć, gdzie śniegi nas zabiorą jutro. Wyjeżdżając codziennie naszym bobslejem w śnieżną zamieć, zastanawiamy się, czy wrócimy do domu takimi samymi, gdy jedliśmy lekką posoloną owsiankę na wysokim krześle z podwiniętą nogą. Tracimy pamięć co do tego, kim właściwie jesteśmy, kim byliśmy wczoraj, kim być może będziemy kiedykolwiek. Bolesna utrata ciągłości w aurze poniżej zera.

Noga drętwieje, gdy za długo siedzi się w jednej pozycji. Zapominasz, że nogę na nogę założyłaś 20 minut temu. W takiej pozycji trwasz, aż każą ci się podnieść, bo koniec trasy, zajęć, pracy, obiadu. Wtedy upadasz, noga odmawia ci posłuszeństwa. Utrata kontroli nad ciałem przywołuje mi na myśl książkę O mężczyźnie, który pomylił żonę z kapeluszem. Czyli mnóstwo historii o ludziach, którym mózg zrobił kuku i czynił zupełnie oderwanymi od rzeczywistości. Historia profesora, który głaskał słupki uliczne, biorąc je za główki dzieci; czy tragikomiczne losy mężczyzny dotkniętego zespołem Tourette'a (tak, to brutalne zaburzenie, gdzie m.in. kurwa i popierdolony pojawiają się bezwiednie i w kontekstach zupełnie absurdalnych) stają przede mną i chcą mi coś powiedzieć, ale właśnie wtedy noga dochodzi do siebie. Mózg jednak nie dał o sobie zapomnieć. Odwiedziłam znachorkę. Po kawce, piłowaniu paznokci i oglądaniu 1 z 10 chciałam zrobić coś pożytecznego.

Niech już tylko padają deszcze, żeby można było mówić, że deszczy za oknem

Zaczęłam uczyć znachorkę francuskiego, nie wpadłam na mniej sadystyczny pomysł: je m'appelle, j'habite, j'ai deux fils, je suis belle, c'est la vie, c'est mon lit. Radziła sobie całkiem nieźle, nauczyłam ją także słów: siostra, las, pupa, matka, schronisko, żołnierz, wojna, ja. Gimnastykujemy jej płaty czołowe. Przerobiłyśmy też cały alfabet, łącznie z literką "ż". Dała radę. Piona! Następnie wydobyłam z jej pamięci mapę miasta. Odtwarzałyśmy układ ulic, zwłaszcza tych znaczących: Franciszkańska, Tamka, Zachodnia, Wschodnia, św. Jerzego, Cmentarna, Pomorska, Doły, Kasprzaka, Wojska Polskiego. Powstała jakaś mapa mentalna. Mapa miasta, które jest tylko w jej głowie.. Nie mieszkamy chyba w tym samym mieście. Nie pytałam, jak się przecinają te ulice, może w ogóle, może są jedną niekończącą się aleję Włókniarzy.

Jak się jutro obudzimy będzie już przedwiośnie.

Czytam to wszystko i myślę, że czas sprowadzić jakiegoś sympatycznego ludojada, żeby zjadł autora z keczupem, a po wszystkim sobie zgrabnie zajarał papieroska.