dziś będziemy strzelać

Wieje wicher, a panowie dozorcy z elektrycznymi dmuchawkami i tak rozwiewają liście. Jedziesz tramwajem i właściwie wszystko jest na miejscu. Uczysz się w szkole, którą roboczo nazywać będziesz rykowiskiem, bo nauka tam, to taki rozciągnięty w czasie okres godowy. Dużo młodzieńczej podniety i co rusz jakieś ekscytujące odgłosy. Tyle pięknych i skocznych zwierząt się wokół kręci. Same zdolne sarny i jelenie. Hasasz sobie jak na razie. Na west side bardzo przyjemnie również, włączyli wreszcie kaloryfery, nowa suszarka na bieliznę wisi z gracją w składziku, no i dzieci już tak nie krzyczą za ścianą. Jedziesz drugim wagonem, bo szybciej przecież, i łapie cię ból przeraźliwy w karku, potem pojawia się w sercu i rękach. Lecą łzy. Do gardła podchodzi gula. Mówisz do siebie żałosnym slangiem: kobieto, miejska panika Ciebie nie tyka. Oszukujesz przeznaczenie, patrząc za okno. Nic nie widzisz, bo brudne ono i zaklejone reklamą sklepu znanego na całym świecie. Ostatnio trafiło ci się to na siłowni. Biegałaś sobie tak, biegałaś długo i nagle trach. Dezorientacja egzystencjalna: czemu biegnę, czemu on obok mnie biegnie też, a ona za mną cieżary-góra-dół-podnosi. Byłaś pewna, że występujesz w inscenizacji nazwanej szumnie The gym. Pani od castingu dała dupy i wybrała nieodpowiednią osobę na bieżnię. Kurtyna! Kurtyna jednak nigdy nie spada. Na szczęście można uciec do szatni. Jedziesz wciąż i wiesz, że tylko cola może cię uratować. Przystanek, depczesz nogi dziada. Gnasz do żabki. Puszka. Proszę. Pieniążek. Stoisz pod sklepem i wypijasz duszkiem całą. Zapominasz o strachu. Spięcie ciała pozostaje. Idziesz do Blake'a. Widzi, że zaraz się rozpadniesz. Kupuje ci więc dobry cement - czapkę z twarzą i uszami misia. Zakładasz. Patrzysz w lustro. Robisz grymasy. Ból mija. Pijesz sobie koktajl z bananów, puls w normie. Wydurniasz się już z taką samą łatwością , jak wtedy, kiedy czujesz się u siebie.


lepsze niebezpieczne związki
W pogoni za codziennością tak łatwo można zapomnieć, jak ważne miejsce w naszych sercach zajmują górnolotne, pokrzepiające ciągi słów. Wróćmy, jaki za starych dobrych czasów, do kącika aforystycznego:
Kiedy sezon pomidorów mija, wtedy serce napełnij inną miłością, niemniej soczystą.  



















 Takie duże pole do popisu.