święcona woda

Kiedyś plastikowym Matkom Boskim odkręcano głowy, teraz już tylko korony. Działanie wody ponoć się nie zmieniło.

Podróżowanie jest zmorą, wykręcaniem szyi, rozlanymi oczyma. Gdy jeszcze przed świtem wsiadasz do pociągu, to możesz mieć pewność, że w okolicach południa posiądziesz tożsamość zombie.

Na szczęście na miejscu puszcza mi oko piękny w swojej brzydocie profesor, ja piękna w swojej głupocie szydzę z jego pijaństwa.

Cieszyło mnie przebywanie w tym mieście na wzgórzach. Śniadania, lekkie niedospanie, zbożowa kawa o poranku, piwo na wieczór. Nie myślałam tam o brakach. Niezapłacony czynsz szybko został zdekonstruowany i przeformułowany na element opresyjności systemu.

Razem z Kiką i Margaret szukałyśmy tam niezłomnie mniej lub bardziej luksusowych kafejek/ barów/mordowni. Dzięki tym niekończącym się wędrówkom kolejne ulice stawały się częścią labiryntu, nikt nie zamówił Ariadny, a jednak kłębek znalazł się sam.

Wczoraj wsiadając w pociąg powrotny zobaczyłam plakat reklamujący nową książkę Pilcha: Nie podróżuj – szkoda czasu, pieniędzy i zachodu – wszędzie jest tak samo. 

Jerzy oczywiście ma rację, ale ja wolę trwać w błędzie.


Dupa dupa dupa