zawody

Przyszły do mnie wysłanniczki Pana Boga. Jedna się nawet przedstawiła - Krystyna. Powiedziałam, że sobie świetnie radzę bez i żeby się nie martwiły. Spojrzały na mnie z politowaniem. Przechodząc do pokoju, zobaczyłam w lustrze resztki wczorajszego makijażu.

Skoro już za chwilę wszystko zamarznie, to może warto zorganizować ostatni kulig w tym życiu. Przyczepmy nasz sanki do polonezów, oplów, pługopiaskarek i wyruszmy w wesołą dekadencką podróż. Weźmy ze sobą termofory i termosy z kakao. Dla chętnych pochodnie. I te wszystkie wesołe korowody w pewnym momencie zlodowacieją. Odkryją nas Litwini za kilka lat, którzy w poszukiwaniu szczęścia i ciepła ruszą na południowy-zachód.

Opuścił mnie nałóg, powoli, cicho, żebym nie zauważyła, że już się mną nie interesuje. Ludzie pytają się w kółko, czy to była moja decyzja. No jak to? Przecież żyliśmy w symbiozie. Tak bardzo chcę zapalić, a tak bardzo mnie odrzuca. Smutek. Teraz wszyscy mnie częstują na złość, a gdy wyciągam już rękę po papierosa, zaczyna mnie boleć głowa! Pełna pretensji i egzaltacji wołam, niech mi zwrócą mojego truciciela!

Głucho, nikt nie odpowiada. Zjem kanapkę, potem drugą.