smutek pięknych chłopców

Kate opowiedziała mi bardzo piękną i rzewną zarazem historię, którą kiedyś usłyszała od Batmana.

Na początku lat 90-tych do podstawówki Batmana wstawili automat z coca-colą i innymi super napojami. Wszyscy na przerwach ścigali się, kto pierwszy wrzuci monetę, oprócz jednego biednego chłopaka, który mieszkał z babcią i nigdy nie miał drobniaków nawet na głupią fantę. Jednak pewnego dnia w końcu stać go było, żeby kupić sobie colę. Wszyscy chłopcy z klasy poszli razem z nim. Tylko że kiedy już wrzucił monetę i był blisko naciśnięcia wiadomego znaczka, jego kolega z klasy go wyprzedził, a automat wypluł wodę mineralną. Smutku biednego chłopca chyba nie trzeba opisywać, po prostu był, a jego kolegę, mam nadzieję, zjadły psy.

Dziś ten chłopak może robi doktorat z robotyki, skleja modele na zamówienie, albo jest pielęgniarzem w szpitalu i co godzinę schodzi do bufetu po puszkę coli. Może już w ogóle nie pamięta tej sytuacji.  Nie wierzmy w narrację, która poprowadzi nas morału.

Wczoraj w pracy udawałam, że pracuje. Tłukłam więc szklanki, żeby wpaść w niekończący się wir zamiatania podłogi. Gdy wróciłam do domu, ścisnęło mnie w sercu, że muszę zrobić porządek w swojej przestrzeni, powiesiłam więc sukienki na wieszakach, a z podłogi zmyłam resztki weekendu.

Jechałam z mamą tramwajem i robiłam jej zdjęcia. Jest bardzo piękna, gdy jej to powiedziałam. Westchnęła (poza na Beatę Tyszkiewicz), że to i tak nie to, co kiedyś. W takim razie u mnie jest na odwrót - moje maksimum osiągnę przy opadających powiekach (poza à la Morticcia Addams).