bambosz

Czasami rzeczywistość swoim brakiem nieobliczalności powoduje szczęście i uśmiech na twarzach zainteresowanych.

Bohaterami wczorajszego wieczoru byli (kolejność niech już będzie alfabetyczna): Asiok, Blake, Elisabeth, Kika, Lena, Margaret, Wawrzyniec i tzw. epizody oraz duchy.

Miałam na początek spotkać się z Maleną, ta jednak wolała pić z aktorami niż z człowiekiem porozmawiać. Nie jestem zła, o nie, to są wybory, ale zadam podnośnym głosem pytanie, które samo się nasuwa: kto ci herbatę poda jak będziesz w potrzebie, bohema czy ja?

Póki nie ma potrzeby, jestem gdzie indziej. Kika ostatnio prowadzi interesujący tryb życia. Niewiele studiuje, za to chodzi na szkolenia i imprezy, znając naszą alma mater, wybrała bardziej rozwijająca ścieżkę. 

Między Asiokiem a Blakiem jest zgoda, przypieczętowali to pizzą, która miała być ostra. W czasie pobytu w resto wyszła na jaw przerażająca prawda, o której wszyscy po cichu myśleli. Asiok nie słyszy, ani nie słucha, co gorsza, nie widzi różnicy pomiędzy tymi dwoma czasownikami. Asiok jest z siebie zadowolony.

Wawrzyniec się wstawił, oznacza to, że z poważnego doktoranta zamienił się w rozkosznego wodzireja, który chce wciągnąć każdego do korowodu. Zaczął od Rosjanek siedzących tuż obok: This is Elisabeth, and her favorite is bambosz. Elisabeth lubi też: laczki. Gdy Wawrzyniec wymuszał na Blake'u kolejne łyki piwa, wykrzykując: za brak płaskostopia! ;  jego partnerka życiowa, Lena grała na komórce Blake'a w cięcie latających owoców. Blake patrzył na to wzruszony. Tak buduje się więź.

Wracając do domu stwierdzono, że najlepsze słowne połączenie to: gibka pipka.