asfalt

Jeżeli bez zaglądania do szemranych statystyk oceniamy, która grupa zawodowa najwięcej spożywa napojów wyskokowych i podąża w stronę umiarkowanego libertynizmu, bądźmy rozważni i nie dajmy się zwieść pozorom.

Naprawdę poniżające jest dla ludzkiej umysłowości, że od razu gdy myślimy o upijaniu się w trzy dupy  nasuwają się: artyści różnej maści, adwokaci, murarze, lekarze.

Nasze miasto zalała ostatnio fala remontów, w szczególności dróg. Za tym procederem nie stoją krasnale, emeryci, ani tym bardziej najemnicy króla, tylko drogowcy. Drogowcy z krwi i kości. Nie śpią, aby asfalt zerwać i nową jezdnią nas uraczyć. Kończę jednak z tą poezją drogową, bo to jest jednak ciężka i wymagająca poświęceń praca. To lepiszcze wiążące kruszywo śmierdzi tak bardzo, że bezdomność pachnie lepiej. A tu trzeba być precyzyjnym i BHP mieć na uwadze, ale jak w tym fetorze funkcjonować? Wali, capi, jebie. Próbuje przejść na pasach, a tu walec powierzchnię utwardza i cała jezdnia jakby tym odorem paruje. W głowie synonimy piekła się pojawiają. Ci, którzy tam trafiają, ze względu na wybitnie utrudnione warunki pracy, z pewnością szybko odpokutują zdrady, morderstwa i każdy kieliszek wódki. Czorty nie smagają już nikogo po plecach, są bardziej wyrafinowane, jak widać, formy mordęgi.

Kate ma jutro urodziny. Święta więc to nie tylko narodziny Chrystusa.