eldorado/eldorado

Jestem zerem, miałam kupić potrójnie pogrubiający rzęsy tusz albo super kryjący podkład, żeby pokrył moją nierówną cerę, ale nie. Musiałam kupić sobie nową ksiażkę Houellebecqa. Nawet zaczęłam czytać. Żałosne.

Ale złe jest konsekwencją dobrego.

Byłam z Maleną w górzystym mieście. Grała tam kilka spektakli. Ja zbierałam pieniądze i robiłam kawę. Lubię niezobowiązujące prace, dzięki którym przez 3 dni przez okno widzę wysokie góry. Lubię turystyczne miasta poza sezonem, są przystępniejsze, smaczniejsze w każdym kawałku. Nawet wizyta w kinie 7D nie trąci wtedy tandetą. Młody góral porywa serce Maleny na kilka sekund, ale pojawia się nieznośnie głośno wypowiedziana myśl: i co będziemy do siebie jeździć? Pozostaje turystyka seksualna, tylko po co burzyć tak mozolnie budowane życie w swoim mieście. Chyba że nie ma się życia. Skończyło się na podglądaniu zza krzaka ekskluzywnej agencji Eldorado.

Chodziłyśmy po straganach. Zastanawiałam się, czy kupić Blake'owi popielniczkę w kształcie owcy albo skarpety z antypoślizgową podeszwą. Wybrałam coś skromniejszego, coś prawdopodobnie też z Chin. Coś miłego.

Wczoraj byłam na łajbie 30 sekund. Mała wytrzymałość jak na ponad rok pracy. Pijana Betty siedziała przy barze. Zamiast siedzieć obok niej, wolę oglądać TVP Polonia albo jeść stare kurczaki gdzieś w budce przy trasie.