egzotyka

Dziś moja zmiana toczyła się na Kamczatce - drugim barze na końcu lokalu. 

Picie ponad podziałami to picie ekumeniczne, oznajmił mi Biff, stary znajomy jeszcze ze wstydliwych czasów, kiedy podkochiwałam się w miejscowych aktorach i pisałam recenzje do gazety teatralnej. Na szczęście niewiele osób o tym wie i przede wszystkim - pamięta. Biff zapisał się do jakiegoś sczezłego zgrupowania pisarzy, postanowił w jego szeregach przeprowadzić dematołyzację. Lubi wyzwania, nawet te bez - nadziejne. Zamawiał ciągle setkę wódki. Opowiadał mi o przemyśle tytoniowym na świecie. On jest erudytą, a ja jestem cierpliwa.

Długa rozmowa z Blakiem zakończyła się jedzeniem hinduskich sosów z ryżem. Blake stawiał. Podobnie jak ja zostawia ślady po jedzeniu na stole. Wiele podobieństw, wiele różnic. Wypadkowa przebiega przez splot słoneczny. 

Czułam się dziś piękna. Nie ładna. Skończyłam pracę i przejrzałam się w lustrze. Nie mogłam uwierzyć, po 11 godzinach pracy, to piękno nie zeszło mi z twarzy. Zaczęłam robić głupie miny. Wciąż to samo. Zrobiłam sobie zdjęcie. Okazało się, że jestem fotograficznym bazyliszkiem albo mam problemy z ustawieniem światła.

Świta.

Po przebudzeniu Kate powiedziała mi, że się zestarzałam.