czucie i wiara

Picie czarnej kawy i obserwacja pięknego, choć szalonego i smutnego mężczyzny w czarnym swetrze. Zmiana tak spokojna, że gdyby nie wizyta Blake'a prawdopodobnie zdążyłabym rozszczepić atomy srebra, które znalazłam pod zlewem.

Doktor historii, specjalista - marksista w stanie wskazującym na odprowadzenie do domu zaprasza mnie na herbatę po pracy. Oznajmiam, że jako przedstawicielka zubożałej szlachty, mając na względzie rodowód przodków, piję herbatę popołudniami. Wielmożny pan wyraża ubolewanie, bo wtedy jest teleexpress - ulubiony program klasy robotniczej. Co zrobić.

Tymczasem po lewej stronie ktoś proponuje mi wódkę i pyta o imię. Zawsze podaje to samo - imię bohaterki rodem z Dostojewskiego, którą: albo targają silne emocje, albo jest w stanie agonii, albo sprzedaje na rynku warzywa. Ludzie są zachwyceni, bo myślą, że piją z dziewczyną ze wschodu. Krasnaja Armuja w oczach.

Nie lubię pić z obcymi, nie wynika to z uprzedzeń, po prostu nie lubię zaczynać znajomości od wódki. Nie wierzę, że to solidny fundament znajomości, tym bardziej, że to płyn, tym bardziej, że mocno zaciera wspomnienia.