nosorożec

To prawda, stałam się quasi-domatorem, ale niestety nie zwalnia mnie to z obowiązku ciągłego relacjonowania świata, w którym inteligencja i sympatia do alkoholu osiągają na tyle duże rozmiary, że na pewno wcześniej, czy później ktoś zrobiłby z tego gorący news. My (nieokreślona grupa ludzi) nie lubimy sensacji, potrzebujemy horroru przy jednoczesnym spokoju.

Gdy stoisz o piątej nad ranem na peronie i żegnasz się z Blakiem, to nie podejrzewasz, że za chwilę staniesz się kurierem. Człowiek Zagadka wyrósł spod ziemi i tymi słowy do mnie: Nie ma tu przesyłek konduktorskich - musisz ty to zrobić, no rozumiesz. Rozumiem, upewniłam się, że to nie jest kokaina, a strój teatralny. Zabrałam paczkę do starego miasta. Odebrał ją człowiek, którego znałam wcześniej, skłoniło nas to do spazmatycznego śmiechu.

Przyjechałam do Klimta, kończy ćwierćwieku, mieszka w dziupli, gdzie łazienka zajmuje dwa metry kwadratowe. Nie lubi i nie robi porządku w mieszkaniu, choć na półce z książkami o burdelu nie może być mowy.

Krążymy po mieście, przypominam sobie, jak przez rok przemierzałam te wszystkie ulice starego miasta.
Klimt powiedział coś, co już 4 lata temu miałam w głowie. Powiedział, że choć mieszka tu już tak długo, to wciąż się czuje, jakby był na pierwszym roku studiów. Nigdy do końca się tu nie odnalazł, nigdy to miasto do końca go nie wessało.

Na urodzinach siedziałam obok dziewczyny, która przygotowała kampanię pewnej transseksualnej posłanki. Dziewczyny, która opowiada mi anegdoty o mojej ulubionej pisarce. W moim mieście, gdy siedzę w barze nikt mi już nie mówi niczego takiego, co kazałoby mi z nim zostać przez następną godzinę. Tak, rzadko kiedy na łajbie ktoś mówi mi coś interesującego.
Nie jestem lepsza,  przebywając wciąż w tym samym universum, przesiąkam jego stęchlizną, internalizuje jego reguły gry.