pędy bambusa

Dzwoni Trojan o 8 rano. Udaje, że śpię, choć TVN 24 leci od 6. Wysyła wiadomość, że zostawiłam klejącą się podłogę. Chciałabym móc się tym przejąć. Tymczasem przejmuję się tym, że pewna firma nie zafunduje mi tygodniowego pobytu w pewnym bardzo modnym mieście. Blake oznajmił to przez telefon. Moja reakcja przypominała, puśćmy wodze fantazji, reakcję Marilyn Monroe, gdy dowiedziała się o śmierci swojego kota, była tak odurzona, że pewnie zdołała wydusić: aha .Ja dodałam jeszcze: no trudno.

Na szczęście istnieje jeszcze wewnętrzna emigracja. Wyjechać mogę w każdej minucie. Nawet jedzenie w barze Bambus jest taką podróżą. Jestem w brazylijskich fawelach, choć wyciągam się na łóżku. Kradnę Kazachom jabłka na targu, choć tylko smaruje chleb pasztetem pomidorowym. Pełne morze - mieszkanie w bloku na 11. piętrze.

Kiedy po raz setny mówisz sobie, że powinnaś zmienić pracę, znaczy, że czas chyba założyć rodzinę.
Próbuje sobie wyobrazić, jak można pogodzić nocną zmianę z karmieniem dziecka.

Opary tytoniu a inteligencja dziecka. Kładzenie się o 5 nad ranem a robienie dziecku kanapek do szkoły. Dziecko wychowane w barze wyrośnie na mleczarza, nauczyciela czy motorniczego?
Będzie alkoholikiem czy tego zła w płynie nie tknie do ust? Będzie do największego chlora mówiło: wuju? A mojej koleżance będzie robiło laurki na imieniny?