czytanie Kanta w wieku 12 lat

Przychodzi Danny, nazywam go zawodowym komikiem, co dla niego jest awansem społecznym, bo zwykle uważał się za błazna. Jak każdy rozbawiacz tłumów rzuca kawał za kawałem i często śmieje się z siebie, kryjąc sromotę głęboko w trzewiach.

Młody pracownik łajby pyta się mnie, ile mam lat, skoro słucham takich starych piosenek There must be an angel Eurytchmics. Co za gnojek. Patrzę na niego z pogardą starszego pokolenia.

Odezwał się Hume. To już tradycja. Raz w roku, kompletnie napierdolony dzwoni do mnie, żeby powiedzieć, jak bardzo nie może beze mnie, jak bardzo beze mnie to nic. Folklor. Jest zbyt inteligentny, żebym go nie lubiła. W podstawówce, kiedy odrzuciłam jego szlachetne uczucia, próbował przekupić moich kolegów, żeby mnie uwodzili i porzucali. Byłam warta 40zł.

Chce się spotkać, zgadzam się, choć przekonuje do powrotu na łono rodziny, Nie dociera, przepada gdzieś. Dzwoni rano, że obudził się jak zwykle w łóżku i że przeprasza. Na szczęście mam już to w dupie.