Monsieur, je suis vachement fatiguée.

Gdy nie jesteśmy w stanie odpowiedzieć, kiedy minęły 4 godziny, to albo mamy do czynienia z zauroczeniem, albo z zapierdolem. Dziś kulturalnie zajmiemy się tym drugim. W takich sytuacjach mówi się:
"Zapomniałam, jak się nazywam". Ja- nie zapominam, po prostu mogę być równocześnie Ludwiką albo Samantą. Elastycznie dostosuje się, choć nie z własnej woli, do gustu i inteligencji nuworyszów.

Ludzie są przekonani, że robię to z prawdziwą przyjemnością.Tak. Za chwilę będę miała biceps większy od swojej głowy od trzymania szklanki.  Zagaduje, uśmiecham się, rzucam suche dowcipy, które robią furorę. Tak. To wszystko jest podszyte próżnością. Klient, który pojawia się pierwszy raz przy barze najczęściej nie ma twarzy, everyman; jest niczym więcej jak syntezatorem mowy:

- Dżiiin!/ Piiiwooo/ luuuufa

To prosty język. Kiedy na końcu zdania pojawia się:  "Proszę...", to z zaskoczenia zapominam, czy zamawiano wódkę czy latte.

Robię wszystko, żeby jak najszybciej poszedł - wykonuje jego zamówienie w mgnieniu oka (uśmiech na twarzy), żeby czym prędzej sprawdzić, czy od chronicznego zarywania nocy posunęłam się w latach. Przychodzi jednak godzina, kiedy zamieniam się w potwora, żółć mi wypływa z otworu gębowego i straszę wszystkich amatorów amatorów spotkań towarzyskich. Wtedy papierosy nie smakują.
Najeżam się i moja blada twarz ma zapewne wypisane wtedy na twarzy: " Dziecko czeka w domu, wynocha!". Potem znów zmienia mi się mimika, zamieniam się w bezproblemową nastolatkę. Normalna jestem tylko w łóżku, tuż przed zaśnięciem. Patrzę na sufit i widzę linie układające się w drapacze chmur. To bardzo relaksujące, tak sobie patrzeć.

Papa przywiózł mi gulasz, bardzo smaczny i pożywny. Dorzucił też winogrona. Dzięki tacie nie zemdlałam, ani nie posmutniałam.

Blake zjadł winogrona, ja zjadłam mięso, w końcu potrzebuję białka do rozbudowy swojej muskulatury.