CCC

Pierwsza zmiana na nowej łajbie.
Wszystko kulturalnie toczyło się wzdłuż linii prostej, żeby ostatecznie nagle skręcić i doprowadzić mnie do upadku.

Wieczór zapowiadał się w przewidywalny sposób sympatyczny, potem wejście na 3. piętro kamienicy wydawało się wyprawą po złote runo.

Simon przy barze. Poruszane tematy: siłownia dla burżujów, randki, kamienice, treningi rugby.

Do rozmowy dołącza się pijący od dwóch godzin mężczyzna o wyglądzie buraczanego dresa: potężny, z żelem na włosach i lipnej podkoszulce. Nazwijmy go Chandlerem. Proponuje nam wódkę. Nie odmawiamy. Rzuca jakimś żartem z Monty Pythona. Zaczyna mi się powoli burzyć koncepcja, kim jest ten człowiek. Zwracam uwagę na jego wypłowiały tatuaż na ramieniu, jestem w tak dobrym nastroju, że nie omieszkałam go o tym poinformować.

Rozpoczął swoją narrację, która wciągnęła nas na kolejne dwie godziny. Trudno ją streścić, tym bardziej że jest pokusa, aby, Mój Drogi Czytelniku, bawiła Cię prawie tak samo jak mnie w tamtym momencie. Okazał się totalnym inteligentem, który bawi się wizerunkiem zbira.

Chandler:

- Nie znam angielskiego, chociaż na studiach zdawałem firsta (przeczytał po polsku).

Ogólny drwiący śmiech osób zgromadzonych wokół.

- Jakbym był szczupłym gościem w swetrze, to byście wiedzieli, że żartuje. A że mam wygląd spasłego buraka, to już muszę być deklem.

Lubię, jak ktoś zarżnie moje schematy myślowe.