sea czyli jedźmy w góry

Przyszedł Blake, kupił mentolowe papierosy. Do twarzy mu z nimi. Chciałam mu coś powiedzieć, długo sobie przypominałam.

-  Chcę zobaczyć morze.
-  Załatwię ci to, są kamery internetowe, popatrzysz sobie.

Lubię go bardzo za szybkie rozwiązania.

Przyszedł Asiok. Rozśmieszył mnie. Przewracałam się ze śmiechu. Udawał starego dziada na fotelu, który tylko rzęzi. Ubaw po pachy. Tylko teraz już nie pamiętam, co mnie tak radowało.
Odkąd ścięła go Kate stał się tzw. przystojnym mężczyzną. Brakuje mu tylko jakiegoś sweterka w romby.

Asiok żyje wciąż w systemie plemiennym. Według Asioka jestem warta dwa bawoły. Uważa, że Blake powinien uiścić jakąś opłatę za mnie, takie poręczenie.

Dziś na łajbie pusto. Nie wrócili klienci pewnie z działek jeszcze, albo ze szpitali, albo z rodzinnych kolacji.
Czekam cierpliwie. To znaczy niezupełnie. Z nudy zaczęłam czytać "Wprost", które znalazłam za sofą.
To trochę tak jakbym czytała skład cukru, no bo przecież wiem, że z buraków.

Czasami tęsknię za moją poprzednią łajbą, wprawdzie przeklinałam ją, obgadywałam za plecami.
Czy podejmowanie złych decyzji cokolwiek znaczy prócz tego, że wiemy o nich?