materia

Wchodzę na łajbę...

Nie zacznijmy od momentu, kiedy idę ulicą i zastanawiam się, czy Collins znów potraktuje siebie jak kolonialistę, a mnie jak biednego autochtona, któremu pieniądze nie są potrzebne.

Najem się rodzynkami, co wypadają z torebki kobiecie idącej przede mną. Na kawę pójdę do znajomego, który ma tak brudne zęby, że nie mogę na niczym innym się skupić.
Na twarz będę nakładać zeschnięty fluid i będę straszyć klientów niczym kamienica, z której odpada tynk.

Tak, Collins, jesteś adresatem pierwszej tutaj apostrofy. Dzięki za cenne doświadczenia życiowe.

Wchodzę na łajbę, a rzeczywistość mnie nie zaskakuje.