Samodyscyplina

Książę Asiok bardzo chciał napić się szlachetnych trunków ze swoim dworem, do którego i ja należę. Nieopatrznie wybrał naszą łajbę. Nigdzie on i jego świta nie czują się tak naturalnie.


Szczęśliwie dziś nie pracowałam. Schodzimy na pokład. Za barem stoi Billy. Powiedzieć o Billym, że się wstawił to obraza tak zwanego stanu faktycznego. Wita mnie swoimi szklistymi oczyma. Jest źle, będzie jeszcze gorzej.
Po godzinie śpi na klozecie. Sen ma twardy. Na nic nawoływania, ciągnięcia za kołnierz. Archetypiczny obraz człowieka najebanego, Stery przejęli jego przyjaciele. Pilnują kasy, zbierają butelki. Klienci sami nalewają sobie wódkę. Dobrze, że nie przyszedł tu Collins; dobrze, że nie muszę widzieć, jak łamie na pół pociesznego Billy'ego.


Idę prosić o pomoc Margaret. Szybko opanowujemy sytuację, która z pewnością nie raz się powtórzy.
Siedzę na kanapie z Blakiem i Tertulianem. Obserwujemy jak to wszystko się zatacza i chyli ku upadkowi.
Oczywiście nim to wszystko na dobre się zawali, popracuje tu jeszcze. W końcu moje nogi też są z gliny.